sobota, 7 października 2017

Metallica – Master of Puppets (Thrash Metal – 1986)


Skład:
James Hetfield – Gitara, Wokal
 Lars Ulrich – Perkusja
Cliff Burton – Bas
Kirk Hammett – Gitara

 
Mówiłem Wam już, że lubię Biedrę, prawda? Można tam kupić znakomite płyty. Ostatnio nabyłem tam Gahana, a recenzję możecie przeczytać od dawna na blogu. Ostatnim czasem zakupiłem winyl. Tak! Winyl w Biedronce! I to nie pierwszy, wcześniej kupiłem jeszcze Deep Purple, ale tego wręcz się nie spodziewałem. Kultowy album Metalliki. Tak, Metalliki. Sam Master of Puppets. Nigdy nie byłem fanem tego albumu, ale powiedziałem sobie „Ej, czemu by nie kupić, skoro jest taki tani?” - 50 zł za płytę winylową, to nie jest dużo według mnie, a skoro moja kolekcja winylowa nie jest jakaś wielka, to wziąłem, ale przejdźmy do recenzji. Master of Puppets - 3 płyta legendy muzyki Thrash Metalowej, Metalliki. Tego zespołu raczej nie trzeba przedstawiać. Przez jednych uważana za najlepszą płytę w Thrash Metalu, niestety u mnie tak nie jest. Ich debiut bije album na głowę, i to o wiele. Płytę rozpoczyna akustyczny wstęp do „Battery”, a zaraz po nim kultowy utwór tytułowy, czyli „Master of Puppets” - jeden z najbardziej kultowych riffów tego zespołu, oczywiście po Enter Sandman. Cudowne wejście, cudowna solówka, miód. Następna kompozycja to „The Thing That Should Not Be”, które nie jest lubianym przeze mnie kawałkiem. Mogę go porównać do „Escape” z „Ride The Lightning” (Poprzedniej płyty Mety). Po tym średniaczku mamy cudowną balladę? Mogę tak ten utwór nazwać? „Welcome Home (Sanitarium)” . Kawałek, który mogę nazwać raczej pół balladą - opowiadającą o pobycie w szpitalu psychiatrycznym. Jeśli jest osobą, która czyta tę recenzję, to polecam się z tym kawałkiem zaznajomić. Czas na stronę B. „Disposable Heroes” czyli krótkie kazanie na temat robienia dobrych kawałków thrash metalowych. Płyta zawiera także wspaniały kawałek instrumentalny - „Orion” napisany przez Cliffa Burtona i Jamesa Hetfielda. Płyta sama w sobie zła nie jest, ale jak dla mnie niesłusznie nazywana „Biblią metalowców”. Tytuł ten powinien należeć do ich debiutu, jakim jest „Kill’em All”, albo chociażby „Ride The Lightning”. Co nie zmienia faktu, że to tytuł obowiązkowy dla każdego fana Heavy/Thrash Metalu.

Ocena końcowa:
3.5/5


Następną recenzją będzie:
Taco Hemingway - Szprycer

środa, 27 września 2017

Kult – Made In Poland (Rock – 2017)

Skład:
 Tomasz Glazik – Saksofon
Tomasz Goehs – Perkusja
Janusz Grudziński – Klawisze
Wojciech Jabłoński – Gitara, Wokal
Piotr Morawiec – Gitara
Kazik Staszewski – Wokal
Jarosław Ważny – Puzon
Ireneusz Wereński – Bas
Janusz Zdunek – Trąbka 


Gościnnie:
 Guma – Gitara w „Lewe, Lewe, Loff” oraz wokal w „Totalna Stabilizacja”
 Janusz – Wokal w „Niejeden”
Darek Chylak – Wokal w „Mieszkam w Polsce”


Witajcie drodzy czytelnicy. Mam dla Was kolejną „inną” opinię. Jest to recenzja koncertu, a raczej zlepków koncertów - i to nie byle jakiego zespołu, ale chyba najlepiej koncertującego polskiego zespołu, a nie mówię tu o Behemoth’cie. Chodzi o zespół Kult. Legendarny Kult. Płyta została nagrana podczas koncertów z Pomarańczowej Trasy 2016 roku. Swój egzemplarz zamówiłem w Pre Orderze, bo zachęciły mnie do tego autografy zespołu. Od dziecka marzyłem, by zdobyć autograf Kazika i chłopaków z Kultu. Ten zespół ciągnie się za mną od dzieciństwa i chyba nigdy ode mnie nie odejdzie. Ale zacznijmy o płycie. Album rozpoczyna nowy utwór -„Jeśli będziesz tam”. Jest to kawałek z nowej płyty „Wstyd”, przeciętniak, nie jest tragiczny. Od razu po nim zaczynają się szlagiery takie jak „Ballada o dwóch siostrach” Taty Kazika czy radiowe „Gdy nie ma dzieci”, które nuci cała Polska podczas wakacji. Nagrania, jak to jest napisane w książeczce, są bez żadnych poprawek, dostrajania i edycji, co momentami cieszy, a momentami nie. Można odczuć tutaj koncertową moc Kultu w kawałkach takich, jak wyżej wymienione „Gdy nie ma dzieci”, „Arahja” czy powracający ze starym tytułem utwór „Na całym świecie źle się dzieje koledzy” (Powszechnie znane jako „Wódka”), ale są też słabsze fragmenty, jak dziwnie odśpiewana „Parada Wspomnień”, co bardzo mnie boli bo to jeden z moich ulubionych kawałków. Bardziej boli wokal Janusza w utworze „Niejeden”, który też jest moim faworytem. Nie zabrakło oczywiście klasycznych bisów - „Mieszkam w Polsce”, „Po co wam Wolność”, „Konsument”, „Krew Boga” czy też przyśpiewka „Sowieci” z Kultowo zmienionym tekstem. Słowem zakończenia, płyta ta pokazuje, że Kazik i Kult są cały czas w bardzo dobrej formie, tylko momentami zbyt mocno eksperymentują z wykonaniami ich najlepszych numerów. Momentami lepiej zostawić stare i dobre, niżeli cokolwiek zmieniać. Nie psuje to na szczęście efektu końcowego płyty. Koncert świetny.

Ocena końcowa:
 4/5

Następną recenzją będzie:
 Metallica – Master of Puppets

piątek, 15 września 2017

Quebonafide – Egzotyka (Rap/Hip-Hop – 2017)

Skład:
 Quebonafide – Wokal
Autorzy bitów – Różni

Gościnnie:
 DJ Filip – Scratche w „Oh My Budda” i „Odyseusz”
Czesław Mozil – Wokal w „Bollywood”
DJ Ike – Scratche w „Luís Nazário”
 Ifani – Wokal w „Changa”
 Young Lungs – Wokal w „Między Słowami”
 Solar/Wac Toja – Wokal w „Arabska Noc”
KRS-One – Wokal w „To nie jest hip-hop”

Ten wpis będzie trochę inny od wszystkich. Dlaczego? Otóż pierwszy raz nie oceniam czegoś z pogranicza rocka i metalu. Będzie to płyta hip-hopowa. Tak, jestem metalem który słucha również hip-hopu. Czy to dziwne? W tych czasach nie, przejdźmy jednak do płyty. Zamówiłem ją w preorderze z niespodzianką. Niespodzianką tą była EPka „Dla fanów Eklektyki” (Kobiety dostawały EPkę pt. „Dla fanek Euforii”). Pytanie: „Czy zrecenzuję te dwie EPki?”. Odpowiedź: „Tak, ale to w późniejszym czasie.” Pierwszy singiel jaki usłyszałem z tej płyty to „Oh My Budda”, który kompletnie mi się nie spodobał. Był wypuszczony krótko po tym, jak przesłuchałem „Ezoterykę”(wcześniejszy album muzyka). W porównaniu do poprzedniego albumu, ten kawałek po prostu mnie załamał. Zupełnie inny styl, inna bajka. Koszmar! Pomyślałem, że Kuba idzie w kierunku tzw. „Hip-hopolo”. Que wypuszczał swoje single co jakiś czas, w ogóle nie myślałem o słuchaniu ich, aż w końcu mój kumpel (Pozdro Skorpio) podesłał mi singiel „Madagaskar”, powiedziałem do siebie „O ku**!” - po prostu wryło mnie w ziemię. Nigdy nie słyszałem czegoś takiego w Polskim rapie. Od tamtej pory sprawdzałem każdy singiel jaki wypuszczał, a każdy był coraz lepszy i lepszy. Na tym albumie mamy praktycznie wszystko - świetnych gości z poza rap-nurtu (Czesław Mozil), polskie sławy hip hopu (Solar, Wac Toja), czy też uwaga… Wielkie gwiazdy z zagranicy!!! Tak! Na tej płycie usłyszymy nie tylko polskie wersy, ale też zwroty takich legend jak KRS-One, mniej znanego Young Lungs czy Ifani. Jest agresja, jest smutek, jest odwołanie do markowych ciuchów. Wszystko co potrzebuje dobry hip-hopowy album. Jest kompletny od A do Z. Jak dla mnie, najlepszy album w Polskim Rapie od 1996 roku.
Ocena końcowa:
5/5

Następną recenzją będzie:
 Kult – Made In Poland